Cóż bardzo dawno tu nie piałem.
Nadchodzi taka pora w, której jednak potrzebuję trochę wytchnienia od natarczywych myśli miotających wciąż moim umysłem po zmroku.
Czuje pęd tego świata, ciągły powtarzający wciąż te samy błędy przeszłości. Coraz częściej zastanawiam się jak szybko zaprowadzi to nas na dno bezdennej czeliści rozpoczynającej ową Apokalipsę . Nie, nie wierze w bzdury , które ludzie wciąż nagłaśniają chcąc umywać ręce od porażek ludzkości, poddawać się, liczyć na cud? W żadnym wypadku.
Bo głupotą jest patrzeć na to co się dzieje i nie wysnuwać wniosków ani spekulacji mniej lub bardziej trafnych w związku z ostatnimi wydarzeniami. Bo po co mieć własne idee? Po to by się bać, chować je po kontach wciąż mieszając się w konstruktywną masę, która wciąż pragnie „konsumpcji” do droga wyboru nawet nie jest im znana.
Długo zastanawiałem się jakim człowiekiem nakreślają mnie własne idee. Myślałem długo i sam stwierdzam, że sprawia mi to dużo problemów i niedogonień ze strony tych „zwykłych” , wciąż błądzę po ścieżce życia i szukając nowych wskazówek wchodzę w coraz to większe „bagno”. Tak to jest trudne i poniżające, wręcz niegodne tak samo jak za bardzo niegodne uważam moje życie przez to tak mocno wdarł się w moje życie kult śmierci jako „tej” jedynej wybawicielki skłaniającej do wielokrotnego zastanowienia „do czego naprawdę zmierzam?”. Mimo wszystko tkwię w tym „po uszy” i w takim stanie rzeczy nie ma już odwrotu. Na próżno rozwodzić się do bezsensownych decyzji pora znaleźć swoje miejsce i zaczerpnąć u źródła programu, który pod każdym względem będzie zgodny z sumieniem bo w końcu nie ma nic gorszego jakoż niekończący się wewnętrzny „rachunek” , który z każdym nasileniem prowadzi do szaleństwa, degradacji i samo destrukcji.
Przemyślenia te rozpoczęły się jakiś czas temu, wróciłem do nich dzisiaj. Za pewne każdy z nas doświadczył lub nie czegoś co do tej pory wzbudza w nim negatywne emocje. Były to traumy z dzieciństwa, wczesnej młodości oraz czasów szkolnych. Nie zależnie od tego jak bardzo było się nieświadomym tego co przyjmowała ludzka psychika przyswojone zostało większość tego na to tak naprawdę nigdy nie ma się wpływu. Pytanie dlaczego? Wiele razy zadawałem sobie pytanie dlaczego ja? Pierwszą reakcją było ciągłe obwinianie się co niestety jednak przyniosło odwrotne skutki od tych, które tak naprawdę oczekiwałem. Począłem szukać w źródle. Jest ono dość rozległe i analiza środowiska zajęła mi kolejne kilka lat. To jak kiedyś żyłem i na co byłem narażony przechodziło moje najśmielsze kryteria. Następstwem tego zrodziła się moja inna niezależna od środowiska świadomość świata. Zawsze mówiono mi że miłość jest tym czego najbardziej szuka człowiek. Czego jednak naprawdę szuka człowiek gdy nigdy tak naprawdę nie był jej świadomy, nie doznał tego i nie umie tak naprawdę odnieść jej do innych? Za pewne są przypuszczenia, że wszystko zależy od tego jakim się jest. Nie zależnie od tego co się przeżyło, jak bardzo odeszło się od normalności. Nie zawsze kryterium braku miłości musi być samotność i odrzucenie jak było w moim przypadku. Zawsze chciałem żyć normalnie i nie spisywać tego co myślę na Internecie, wołałem dzielić się z ludźmi jak każdy inny. Nie miałem jednak okazji, zawsze byłem cichy i małomówny i wołałem pisać co myślę z dala od ludzi z, którymi miałem do czynienia na co dzień. Wylewność mi nie pomagała, rodziła tylko wielką słabość, którą za wszelką cenę chciałem uniknąć. W wielu około 11 lat byłem już na tyle zainicjowany tym poglądem, że zacząłem skrupulatnie ćwiczyć jeżyk by posługiwać się nim lepiej niż inni. Było to jedno z moich wyzwań, które podjąłem już po stwierdzeniu sporych trudności i przeszkód które mówiły mi, że nigdy nie byłbym w stanie nauczyć się tego na tyle dobrze co inni. Nigdy się specjalnie nie wyróżniałem, trzymałem wszystko dla siebie i pracowałem w samotności, do tej pory z resztą uważam ze „coś” tworzone z własnej potrzeby ma o wiele większą wartość niż tworzenie z chęci samego dzielenia się z ludźmi. Dla mnie to miało i nadal ma szczególna wartość, dlatego zwarzywszy na to bardzo ograniczam się do wstawiania własnych tekstów w alternatywnej masowości. Jest bardzo wiele tego przyczyn i opisywanie ich wszystkich z osobna było by nużące. Poza tym czytanie długich esejów w każdym wypadku nie sprzyja popularności w sieci, każdy chce coś szybko, rzetelnie ogarnąć i nawet z własnego doświadczenia omijam coś co mogło bym mnie po czasie znudzić. Dając fragmenty też nie można do końca osiągnąć pożądanego efektu, zbyt dużo braków w tekście i masa wyciętych wątków okalecza mocno to co naprawdę chcieliśmy zarysować. Bardzo ważnym argumentem jest też zbyt mała uwaga internautów, którzy szukają w tekstach odniesienia do popularnych w tym czasie filmów, książek i innych tego typu wytworów. Współautorstwo jest więc czymś codziennym, wystarczy rozejrzeć się wokół siebie co drugi z nas może być autorem. Dla mnie wydaje się to czymś nienaturalnym i śmiesznym. Teraz już coraz bardziej przekonuje się o odnośniku „każdy śpiewać może trochę lepiej albo trochę gorzej”. Specjalnie mnie to jednak nie interesuje i wszystko tak jakby omijam bokiem nie wgłębiając się specjalnie. Bo każdy w końcu ma szansę zaistnieć na zasadzie jakiej wcześniej wymieniłem. Takie jest moje bardzo ogólnikowe zdanie na ten temat i nie chcąc przedłużać dopnę to jeszcze w podobnych tematach gdy oczywiście będę mieć czas coś sklecić bo oczywiście na pierwszym miejscy stawiam inny tekst, któremu poświeciłem już prawie rok ^^
piątek, 18 maja 2012
Licznik odwiedzin: 129 (wersja testowa)